www.drogidozdrowia.pl

JAKĄ KUBĘ ODKRYŁAM

GRAŻYNA TRAUTSOLT

Na początek

Kuba to wyspiarskie państwo położone na Morzu Karaibskim. Dla Europy odkrył ją w XV w. Krzysztof Kolumb. Kuba została opanowana przez Hiszpanię, stąd językiem, którym posługują się Kubańczycy, jest  hiszpański. W okresie niewolnictwa sprowadzono na wyspę ponad milion Afrykańczyków do pracy na plantacjach. Chodząc ulicami miast i miasteczek, zastanawiałam się, jak wygląda Kubańczyk: czy jest czarny i ma rysy rodem z Afryki, czy może hiszpańsko-podobne: to ogromna mozaika różnych twarzy.

Nas interesuje historia, która zadecydowała o obecnym kształcie gospodarczo-politycznym tego państwa. W latach 1933-44 krajem rządził  prezydent Batista, stał się  dyktatorem w latach 50., a jego panowanie obaliła rewolucja, w której wyniku ostatecznie władzę w 1959 r. objęła zbrojna opozycja. Wtedy premierem Kuby został przywódca rewolucji Fidel Castro. Calutką historię walki pod hasłem  “socjalizm albo śmierć” można obejrzeć w (najdroższym) Muzeum Rewolucji w Hawanie.

W 2008 r. chory Fidel Castro, noszący tytuł komendanta, przekazał władzę swojemu młodszemu bratu Raulowi, który stanął na czele Rady Państwa, a w 2011 r. objął ster  partii. Fidel Castro zmarł na dwa tygodnie przed moją podróżą na Kubę  - 26 listopada 2016 r., a jego prochy zostały pochowane na historycznym cmentarzu w Santiago de Cuba - mieście rewolucji.

Wyspa, na której  zatrzymał się czas

Peso.Trzeba wyjaśnić tajemnicę walut. Jest pewna trudność - trzeba umieć się poruszać  z podwójną walutą obowiązującą w tym państwie: peso narodowe (CUP) i peso wymienialne (CUC). A różnica jest taka: 1 CUC = 24(25) CUP, czyli duża różnica.

Kartki, kto pamięta polskie towary na kartki z lat 80. XX w.? Na Kubie system kartkowy obowiązuje do dziś. „Kartki” w postaci książeczki przydzielane są na rok na daną rodzinę. W sklepach zwanych „bodega” Kubańczycy płacą symboliczne ceny w CUP za przydział ryżu, soli, jajek, kurczaka, oleju, fasoli, cukru. Tak, tak - cukru! Pierwsze sadzonki trzciny cukrowej przywiózł Kolumb, rozprzestrzeniła się, stając się towarem eksportowym Kuby, a teraz cukier - jest na kartki! Mleko na kartki przysługuje dzieciom do 7 roku życia, a od 7 do 13 roku – jogurt itd…

Oprócz sklepów kartkowych są też inne rodzaje sklepów. W pierwszych są dostępne m.in. ryż, fasola, jajka, olej – ale głównie świecą pustkami (nie zawsze można zrobić zdjęcie pustych półek i obsługi). Płacić w nich można tylko peso narodowymi - CUP. W drugich, niewiele różniących się od naszych sklepów, kupić można niemal wszystko, pod warunkiem jednak, że się ma peso wymienialne - CUC. Ceny w tych drugich sklepach niewiele różnią się od cen w sklepach europejskich.

Dopiero od niedawna Kubańczycy mogą prowadzić niewielkie działalności „gospodarcze”. Do nich  należą przede wszystkim casas particulares, czyli kwatery prywatne prowadzone przez rodziny. Są dużo tańsze od hoteli, a ceny negocjowalne. Standard  bardzo różny: od pokojów i mieszkań w historycznych, starych budynkach kolonialnych, do nowoczesnych pawilonów. Ważne, że casa musi mieć licencję i tym samym numer. Właściciele płacą wysokie podatki.

Podstawą jedzenia Kubańczyka jest kurczak (polio) ewentualnie wieprzowina z ryżem białym (bianco) lub z fasolą (arroz moro).  W barach i reatauracyjkach kubańskich najeść się można za 25 CUP czyli 1CUC czyli ok. 1 dolara. Ryby i owoce morza? Mimo, że Kuba to wyspy, to smaki nie  dla Kubańczyka. Poławiać mogą tylko zaufani. Inni wypływać w morze nie mogą, w obawie przed masowymi ucieczkami. Te smakołyki można skosztować w restauracjach dla turystów za ok.10-15 CUC (dolarów) lub w casa ( taniej).

Do 1991 r. religia była na wyspie zakazana, a wyznawców szykanowano, bo rewolucja nigdy nie szła w parze z żadnym wyznaniem. Po wizycie papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka nastąpiła stopniowa odwilż w tej sprawie.

W tym miejscu należy poruszyć temat, jaki stanowią wierzenia afro-kubańskie o nazwie santeria, zwane też jako „Regla de Ocha”,czyli kult Orisza  (dosłownie: „Główny Strażnik"), i wierzenia narodów Joruba i Bantu, z pewnych krajów Afryki. Kult wiąże się z handlem niewolnikami, kiedy wielu członków narodu Joruba schwytano jako niewolników i przewieziono z Afryki m.in. na Kubę. Prześladowani przez swoich katolickich właścicieli za wyznawanie pogańskiej religii swoich przodków, znaleźli sposób jej zachowania, adaptując ją do religii chrześcijańskiej w wydaniu katolickim, utożsamiając swoje afrykańskie bóstwa z katolickimi świętymi. Główny bóg santerii jest nazywany Olorun (inaczej: Olofin, Olodumare), jest on Panem Świata, Przyczyną Początku, Twórcą Bytu, Królem Nieba i Ducha oraz pomniejszych strażników, czyli Orisza. Każdy z Orisza ma przyporządkowanego swego katolickiego świętego, np.  Shangs  jest świętą Barbarą (kontroluje grzmoty, błyskawice, ogień) itd. Wiele jednak praktyk santerii jest trzymanych w tajemnicy przed obcymi. Santeria była zwalczana na Kubie od czasów rewolucji komunistycznej — szczególnie w latach 60. Obecnie  jest powszechna.

A teraz będzie coś dla wielbicieli motoryzacji. Jeszcze do niedawna obowiązywał przepis, że Kubańczyk może kupić samochód, ale wyprodukowany nie później niż w 1959 r. Na kubańskich ulicach widać  cadillaki,  chevrolety czy stare fordy,  jaguary. Za CUC (nie wiem, za ile) można się turystycznie przejechać  imponującym kolorowym amerykańskim samochodem - wypucowanym i błyszczącym.  Oryginalnych części w takim samochodzie, podobno, niewiele, właściciele na ogół sami je sobie reperują, ale za to najstarsze liczą sobie po 65-80 lat i nadal jeżdżą! . Nietrudno też na ulicach spotkać bliższą nam produkcję: ładę, moskwicza czy polskiego malucha. Maluchy wysyłaliśmy na Kubę za pomarańcze, a rząd rozdawał je zasłużonym obywatelom.

Podróżować po Kubie można prywatnym samochodem, taksówka zbiorową albo autobusem firmy Viazul. A więc parę słów wyjaśnienia. Viazul to firma przewożąca turystów za CUC do innych miast, czyli autobusy dalekobieżne dla cudzoziemców. Kubańczyków wozi Omnibus National - wcale niezłej jakości. Oczywiście jeżdżą oni też innymi środkami lokomocji, np. rozklekotanymi ciężarówkami, wszystko za symboliczne CUP. A turysta płaci nie tak mało w CUC. Sprawdziłam, że za ŻADNE pieniądze (CUC) cudzoziemiec nie pojedzie Omnibus National. Ale co ciekawe – w Viazul byli Kubańczycy, ile płacili, tego nie wiem, ale na pewno nie tyle, co turyści. Kombinują “na lewo”? Autostop na Kubie istnieje, ale wymaga sporej cierpliwości (jak wszystko!). Na trasie widziałam licznych Kubańczyków z banknotem w dłoni zatrzymujących przejeżdżające samochody. Trzeba pamiętać, że ruch na “autostradach” i drogach między miastami jest znikomy. Ale słowo “autostrada” ma tu inne znaczenie: zero oznakowań, estakad, czasem pojawia się stacja benzynowa, ale  za to często - powozy konne i rowery.

Szkoła jest obowiązkowa, a dzieci chodzą do szkoły w mundurkach. Na każdy poziom edukacji obowiązuje inny kolor: granatowy, czerwony, jasno-brązowy… Co ciekawe, obowiązkowa jest też nauka jęz. angielskiego, ale nikt go praktycznie nie zna.

Kuba  to raj dla miłośników rumu. Najpopularniejszy to Havana Club. Chociaż jego produkcja zaczęła się w XIX w., to po rewolucji fabryka została znacjonalizowana. Rum ten Kubańczycy piją od rana do rana. Rum Bacardi nie jest sprzedawany na Kubie, bo właściciele fabryki uciekli na Bermudy. Można go kupić tylko poza granicami Kuby. Powszechne (głównie dla turystów) są koktajle alkoholowe na bazie rumu. Mnie nie smakowały, bo były za słodkie. Chyba najpopularniejszy wśród nich jest mojito (na bazie białego rumu z dodatkiem  liści mięty, cukru i limonki), Cuba Libre (cóż nam zostało: Wolna Kuba, powiedział ktoś dowcipnie!) – koktajl alkoholowy łączący rum, colę i  limonkę, czy  piña colada  (rum, śmietanka kokosowa i sok ananasowy); elegancko podawany z lodem i plastrem ananasa. Jest jeszcze napój miodowy (oczywiście z rumem i limonką), zwany canchachara. Pijąc dowolnego drinka, przechodzimy do trasy podróży

Habana, czyli Hawana – stolica i okolice

Już w XV w. miasto zostało założone przez hiszpańskiego konkwistadora, początkowo było tylko portem handlowym,  w 1607 r. zostało stolicą hiszpańskiej kolonii: Kuby. Jest co zwiedzać.

Spacer na Malecon – nadoceaniczny deptak. Na deptaku  kwitnie życie - szczególnie wieczorami, zakochane pary się obściskują, Kubańczycy piją rum, rybacy siedzą z wędką, fale rozbijają się o brzeg.

Turystyczna część Hawany  to Capitolio i okolice. Budynek Kapitolu obecnie jest w remoncie, można go oglądać z zewnątrz;  to ważny obiekt będący symbolem przedrewolucyjnej Kuby, wzorowany na  Kapitolu w Waszyngtonie. Kapitol został otwarty w  1929 r., w dniu święta niepodległości Kuby.

Okolice Capitolio to m.in. plac Centralny z kolonialnymi budynkami, m.in. z przepięknym Teatrem Wielkim i hotelem Inglaterra - najdroższym i najbardziej ekskluzywnym budynkiem z  XIX w. Prace restauracyjne starówki trwają. Stolica pełna jest  zabytków architektury kolonialnej, stare miasto - La Habana Vieja zostało w 1982 r. wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ale tak naprawdę to i Centro Habana jest zabytkowym starym miastem. Pomimo licznych prac modernizacyjnych wiele domów stoi w ruinie i się wali. Ludzie czasem mieszkają na górze, podczas gdy dół to zawalone mury. Dziwnie to wygląda.

Na rejon Capitolio trzeba poświęcić troszkę czasu. Oto zielony plac Braterstwa (Fraternidad); tutaj siedzą liczni Kubańczycy, siedzą turyści i podziwiają. Kolorowe, olbrzymie krążowniki szos z lat 50.  zapraszają na przejażdżkę. Stąd już krok w kierunku starówki (Habana Vieja). Najpopularniejszą ulicą jest Obisco. Warto zajrzeć do Informacji Turystycznej, która tutaj się mieści, aby zasięgnąć języka i pobrać ulotki. Vis–a-vis jest słynna restauracja El Floridita, gdzie obowiązkowo zrobiłam zdjęcie z bywającym tu  i sączącym daiquiri, czyli napój alkoholowy na bazie białego rumu, cukru i soku z limonki – Hemingwayem (są statuetki pisarza i liczne zdjęcia). Przy końcu tej ulicy jest hotel Mundos, który przez lata był domem Hemingwaya (podobno tu powstała powieść “Komu bije dzwon”). Za 2 CUC można wjechać windą i odwiedzić jego pokój nr 511.

Na placu de Armas (najstarszy z placów) wstąpiłam do muzeum miejskiego (Museo de la Ciudad). Mieści się ono w starym barokowym, z XVIII w., pałacu gubernatora. Poszłam tam, aby obejrzeć jedne z najbogatszych zbiorów kolonialnych zabytków, w tym piękne sale jadalne, salę królewską króla Hiszpanii, kolekcje porcelany. Na dziedzińcu stoi pomnik Krzysztofa Kolumba. W muzeum spotkała mnie niespodzianka: na ścianie nasz Orzeł w koronie. Obok  tekst w języku hiszpańskim, z tego, co zrozumiałam, jest to fragment muru z warszawskiego Zamku Królewskiego zburzonego w czasie II wojny światowej i służy jako pamiątka kultury polskiej. Tak, jak był odbudowany Zamek w 1971 r. budowano Muzeum Miasta  w Hawanie i fragment muru był elementem “wsparcia duchowego”, mobilizującym do prac budowlanych.

Jest taki sympatyczny zaułek, zwany Callejon de Hamel – wąski pasaż od ulicy Aramburu przy Neptuno, stał się artystycznym miejscem dzieł malarsko–rzeźbiarskich, sztuki stworzonej przez kultowego artystę - Salvadora Gonzaleza (lat 69!). Jest to miejsce kultu afrokubańskiej sztuki i muzyki. Budynki są pokryte  jaskrawymi kolorami, obrazami, freskami, pełno jest rzeźb i innych obiektów, które przedstawiają rytuały i bóstwa. W każdą niedzielę w godzinach 12:00-16:00 wszyscy tu tańczą rumbę.

Ale Hawana  to nie tylko centrum i stare miasto. Jest jeszcze dzielnica Vedado, gdzie warte odwiedzenia są: cmentarz historyczny Cristobal Colon (nazwany tak na cześć Kolumba) i plac Rewolucji. Cmentarz robi ogromne wrażenie: białe, piękne grobowce; cmentarz jest olbrzymi. Szczególnie chciałam zobaczyć grób Amelii - kobiety, która zmarła podczas porodu, została pochowana wraz z dzieckiem u stóp. Po jakimś czasie, gdy do grobu składano kolejne ciało, okazało się, że  matka trzyma je w objęciach. Od tamtej pory do grobu zaczęli przybywać pielgrzymi, prosząc o zdrowie dla umierających oraz o potomstwo dla par. Formą prośby jest poruszanie  uchwytami znajdującymi się na płycie nagrobnej – tak jak to robił parę razy dziennie mąż, który nie mógł się pogodzić ze śmiercią żony i dziecka. Z cmentarza piechotą doszłam do placu Rewolucji. Chyba wszyscy znają widok tego placu z charakterystycznymi wizerunkami Che Guevary i Camilo Cienfuegosa (kolejny rewolucjonista kubański); organizowane są tu rozmaite uroczystości i imprezy kulturalne, ponieważ dzięki dużej powierzchni mogą zmieścić się tu tysiące osób.

Hotel National, kiedyś centrum mafijne, wzniesiony został na skale tuż przy Maleconie. Hotel gościł znanych: Franka Sinatrę, Gary Coopera, Marlenę Dietrich i inne znakomitości lat 30. Chociaż po rewolucji przyszły lata zaniedbań, teraz rewaloryzacja starówki objęła również hotel National. Widziałam - tętni życiem i pachnie Hollywoodem lub, jak kto woli, dużymi pieniędzmi.

Z placu przed hotelem National widać hotel Habana Libre, dawny Hilton, otworzony (za 24 mln dolarów) w 1958 r. – był największy, najwyższy, naj… w całej Ameryce Łacińskiej. Po rewolucji  Fidel urządził sobie tam biura, a jego pokój osobisty miał numer 2324. Hotel w  tej chwili jest odnowiony i czynny, tylko zdjęcia pokazują jego przedrewolucyjną świetność i rewolucyjną „profanację” (żołnierze z karabinami pławią się w luksusie).

Pięć minut od tego hotelu  spacerkiem doszłam do słynnej Coopelii - lodziarni, otwartej w latach 60. z pomysłu  samego Fidela, który w ten sposób promował produkty mleczne. Położona uroczo w parku oferuje za drobne CUP lody w różnych smakach – spróbowałam, ale … nie zachwyciłam się.

W planach miałam wyruszenie do El Rincon, oddalonego o ok. 4 km od Santiago de las Vegas. 17 grudnia w dniu św. Łazarza, co roku odbywają się tu pielgrzymki ludzi  różnych  religii, również niewierzących. Sanktuarium pod wezwaniem św. Łazarza jest zlokalizowane na terenie szpitala dla trędowatych. Św Łazarz jest patronem chorych i cierpiących; w santerii  św. Łazarz odpowiada Orisza o imieniu Babalu Aye, który jest bogiem uzdrowicielem, ukaranym trądem za zuchwalstwo przez wielkiego Olodumare. Co zobaczyłam? Tłumy ludzi najczęściej ubranych w kolory fioletowe z kwiatami - też liliowego koloru. Często ubranie było uszyte z materiału, z którego szyje się worki (juta?). Upał był straszny. W tłumie wyróżniali się pokutnicy sunący na kolanach lub nawet leżący na plecach i tak poruszający się, często z przyczepionymi do nóg kamieniami. Przed kościołem kapłan udzielał błogosławieństwa stojącym w kolejce ludziom.W środku sanktuarium paliły się na podłodze świece, stały kwiaty, ołtarzyki i figurki św. Łazarza. Ale trudno było o atmosferę kościoła katolickiego. Byli tacy, co palili cygara, był pan z pieskiem. Wśród nich - modlący się głośno i wznoszący do góry ręce.

Więcej szczegółów i przygód na stronie www.podrozemojapasja.com. Zapraszam!

Fot. autorki

Wyszukiwarka

Spis artykułów

Tutaj znajdziesz wszystkie artykuły z podziałem na kategorieSpis Artykułów

Nasi przyjaciele

Tutaj znajdziesz listę przyjaciół portaluNasi Przyjaciele

Nasi autorzy

Tutaj znajdziesz informacje o naszych autorachNasi Autorzy

ZATRZYMAJ SIĘ

AJAHN BRAHM - CZTERY SPOSOBY NA TO, JAK ODPUŚCIĆ ...

Zatrzymaj się

Trochę lingwistyki

Informacja o portalu

Redakcja informuje, że wszelkie prezentowane w artykułach poglądy należy postrzegać jako osobisty punkt widzenia autora danego artykułu, a nie linię programową portalu. Zapraszamy do współpracy osoby z różnych tradycji, o różnym punkcie widzenia.  O NAS