www.drogidozdrowia.pl

I DALEJ ZWIEDZAMY KUBĘ - OD STOLICY NA WSCHÓD...

GRAŻYNA TRAUTSOLT

Cienfuegos

Polecam! W tym mieście ulice są numerowane i trafić jest wszędzie super prosto. Jeden dzień na zwiedzanie miasta wystarczy - piękne zabytkowe domy kolonialne, główny plac - oczywiście im. Jose Marti! Przy placu katedra, teatr, muzeum i ratusz. Plac wieńczy łuk triumfalny upamiętniający narodziny Republiki Kuby.

Budynki są zadbane i odnowione, że aż miło usiąść i się podelektować. Prado to główna ulica -  z pasażem w zieleni,  równolegle przebiega ulica ze straganami z pamiątkami i dochodzi do wody. Malecon tutaj też jest. Poszłam promenadą - cyplem do dzielnicy Punta Gorda wysuniętej w głąb zatoki Morza Karaibskiego; to istna przyjemność podziwiania odnowionych, kolorowych domów i  pałaców z początków XX w. Na końcu jest imponujący Pallacio de Valle - obecnie restauracja, a na górze klub z tańcami. Z baru na pierwszym piętrze podziwiałam piękny zachód słońca! Ten wielostylowy (neoklasycyzm, styl mauretański i wenecki) budynek z 1917 r. został wybudowany przez miliardera - kupca cukru, bowiem Cienfuegos kiedyś zamieszkiwali bogaci ludzie zajmujący się handlem cukrem, kawą i tytoniem.

Trynidad

Trynidad mnie rozczarował: za dużo turystów; inne miasta kolonialne, mniej rozreklamowane, też mają kolorowe budynki i stare, kręte uliczki, może niebrukowane, ale...  Z casa wspinałam się uliczką pod górę w kierunku starówki, której centralnym punktem  jest plac - Plaza Mayor. Na placu są liczne muzea, także świątynia santerii i Galeria Sztuki. Odwiedziłam Muzeum Historyczne, którego eksponaty przybliżyły mi okres świetności miasta i region, czasy uprawy trzciny cukrowej i handlu cukrem. Z wieży muzeum roztaczał się wspaniały widok.

W każdym mieście, w Trynidadzie też, jest Casa de la Trova – klub, gdzie można tańczyć lub słuchać muzyki. Trova to poetycka kompozycja śpiewana przez trovadores. Historycznie sięga  XIX w., kiedy wędrowni muzycy „trova” zarabiali  na życie, grając i  śpiewając; mówi się, że  ta muzyka  to korzenie muzyki kubańskiej.

W Trynidadzie warto powłóczyć się  po zaułkach, oddalając się od turystycznego centrum. Plac św. Anny z pozostałościami po kościele jest też takim miejscem. Oddaliłam się jeszcze dalej – 4 km do wioski rybackiej Casilda. I znowu inny klimat: senna osada z jedną ulicą…

Jeden dzień przeznaczyłam na plażowanie na polecanej Playa Ancon, w końcu byłam na wyspie!  Zobaczyłam biały piasek, muszelki, fale i leżaki oraz  smażących się turystów.  Dwa hotele oferowały usługi, plażowe bary - przekąski, piwo lub drinki.

Aby poznać historię regionu, o której była mowa w muzeum, wykupiłam wycieczkę do Valle de los Ingenios (Dolina Cukrowni) - do dawnych plantacji trzciny cukrowej, z którymi związana jest (ważne!) historia rozwoju i upadku gospodarki Kuby. To właśnie tu urodziła się potęga cukrowa Kuby. W szczytowym okresie rozwoju, stąd pochodziła 1/3 produkcji cukru. W roku zwycięstwa rewolucji dolina straciła na znaczeniu, dawni niewolnicy się wyzwolili, też wiele cukrowni spłonęło. Ale Trinidad z Valle de los Ingenios został wpisany na listę UNESCO.

Camaguey

Camaguey to trzecie co do wielkości miasto na Kubie. Starówka wpisana jest na listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO i jest ładnie odnowiona. Labirynt, który tworzą ulice, kiedyś służył zmyleniu nieprzyjaciela - piratów; dużo placów, skwerów i kościołów - tłoczno, kolorowo i czysto. Przestronny, chyba najładniejszy plac to San Juan de Dios; z czterech stron otoczony jest niskimi, kolorowymi budynkami.

Plaza del Carmen zwieńcza kościół Nuestra Señora del Carmen, wyróżniający się dwiema wieżami, plac jest pełen żeliwnych pomników: mężczyzna pcha taczkę wypełnioną niewielkimi dzbanami,  na trzech krzesłach siedzą kobiety z kubkami w rękach, pogrążone w plotkach, na ławce  obok - para zakochanych, a na kolejnej zasiada mężczyzna z gazetą. O przepraszam, dwóch mężczyzn z gazetą. Jeden prawdziwy drugi - nie. Kubańczyk (żywy) z gazetą dostał garść cukierków - zdjęcie obowiązkowe.

Mając wolny czas odwiedziłam olbrzymi park Casino Campestre: place zabaw dla dzieci, pomniki, fontanny (nieczynne), ławki, na których można odpocząć i pogadać. Doskonałym sposobem na rozpoczęcie konwersacji są balonik  czy cukierki dane dzieciom i wspólne picie piwa…

Baracoa

Z autobusu Viazul miałam możliwość porannego oglądania pięknych widoków, bowiem Baracoa jest położone w górach i jedzie się serpentynami, krętą drogą łączącą Baracoa z resztą świata.

To właśnie do Baracoa, tak twierdzą bezapelacyjnie mieszkańcy,  w 1492 r. Krzysztof Kolumb ze swoją załogą przybił pierwszy raz do wybrzeży Kuby.  Argumentem “za” jest drewniany krzyż Cruz de la Parra, który, podobno jako jeden z dwudziestu dziewięciu krzyży, które Kolumb przywiózł do Nowego Świata, w dodatku jedyny, który przetrwał do naszych czasów, obecnie przechowywany jest w przedsionku kościoła. Prawdziwość krzyża jest podważana, ale przecież nie o to chodzi.

Baracoa była pierwszym miastem na Kubie założonym przez pewnego konkwistadora  na początku XVI w. jako pierwsza stolica wyspy. Taka mała i daleka Baracoa - nie tylko urokliwa, ale ważna! W tamtych czasach wzniesiono tu kilka fortyfikacji, między innymi twierdzę Matachin, w której dzisiaj jest muzeum prezentujące eksponaty związane z historią okolicy. Na  wzgórzu, widocznym z daleka, znajduje się hotel El Castillo, tutaj był, i widać jego fragmenty, dawny hiszpański fort. Warto wejść schodami, aby spojrzeć na leżące nad morzem Baracoa i z drugiej - na wznoszący się ponad zielonym lasem szczyt, niesamowitą górę stołową El Yunque. Jest też i Malecon, ale nie tak urokliwy. Widać działanie huraganu, który rok rocznie niszczy miasto.

Centrum miasta to uroczy plac Niepodległości z kościołem i Casa de la Trova. Na placu szczególnie wieczorem, młodzi siedzą na ławeczkach i korzystając z miejskiego wi-fi w cenie 1,5 CUC za godzinę (od śmierci Fidela - staniało! Nadmieniam, że średnia pensja na Kubie to 50 CUC) korzystają z Internetu.

Obejść centrum Baracoa – to nie sztuka. Liczne restauracyjki  zapraszają na posiłek, można zadowolić się pizzą, tak popularną wśród Kubańczyków, ale drugiego dnia wolałam pójść wieczorem na Malecon  zajadając kraba w sosie kokosowym, patrzyłam na wzburzone fale.

Postanowiłam pojechać na plantację kakao. Baracoa słynie z produkcji czekolady. Region ten to zagłębie uprawy kakaowca, z którego nasion otrzymuje się kakao służące następnie miejscowej fabryce do produkcji najpopularniejszej kubańskiej czekolady o nazwie, właśnie, Baracoa. Fabrykę założył sam Che w 1963 r. Fabryka jest niedostępna dla zwiedzających, ale wycieczka  na plantację jest ciekawsza. Droga pięła się pod górę, wzięłam do pomocy rykszarza i tak dotarliśmy na teren farmy, by zobaczyć, jak uprawia się kakaowce i otrzymuje z nich surowiec do produkcji słodkich czekoladowych tabliczek. To była państwowa plantacja Finca Duaba.

Ciekawostką jest, że kwiat, a następnie owoc kakaowca wyrasta bezpośrednio z pnia drzewa. Drzewo owocuje od drugiego roku życia. Kiedy owoc dojrzeje, ziarna się wydłubuje i poddaje fermentacji, następnie trzeba je wysuszyć, uprażyć i zmielić. Ostatni etap to oddzielanie masła kakaowego od proszku za pomocą prasy. Do proszku dodaje się trochę mąki, otrzymując około 97% kakao. Na dalszym etapie surowce wędrują do fabryki, gdzie powstają produkty czekoladowe.

W Baracoa obowiązkowo trzeba spróbować  innego lokalnego przysmaku o nazwie cucurucho. Mieszanka orzechów kokosowych, cukru i innych składników,  jak pomarańcze, guawa i ananas - jest owinięta w liście palmowe w kształcie stożka  (nazwa w języku hiszpańskim oznacza – rożek, stożek). Baracoa to miejsce, które koniecznie trzeba odwiedzić!

Vinales

A to już zachód wyspy i też góry, jak w Baracoa, tylko zupełnie inne. To miejscowość otoczona pięknymi, wapiennymi, wyrastającymi pionowo  wzgórzami, zwanymi mogotami, porośniętymi bujną, tropikalną roślinnością oraz dużymi  plantacjami tytoniu. Valle de Viñales, stanowiący park narodowy, wpisane zostało na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Region ten uchodzi za jeden z najpiękniejszych naturalnych krajobrazów na Kubie. Nic więc dziwnego, że przyjeżdża tu mnóstwo turystów. Samo Vinales to małe miasteczko z jedną główną ulicą i wieloma knajpami. Wydawać się może, że jest tu więcej restauracji i pokojów gościnnych niż w jakimkolwiek innym kubańskim miasteczku, no może, oprócz Trinidadu. Centrum to ryneczek z kościółkiem w stylu kolonialnym.

W mieście warto zajrzeć do  prywatnego ogrodu botanicznego Jardin de Caridad: orchidee,  palmy i drzewa owocowe, drzewo serowe z rodziny filodendronów, pająkowe drzewo, drzewo owocu durian… W barku w ogrodzie można wypić świeżo wyciskane soki.

Będąc w Vinales koniecznie trzeba zwiedzać okolice; można jechać konno lub rowerem, ale ja zwiedzałam pieszo. Najpierw dzieło sztuki (przez małe “s”) o nazwie Mural Prehistoryczny (El Mural de la Prehistoria) – został on stworzony za czasów Fidela  i wygląda jak dziecięce, kolorowe bazgroły na skale.

Okolice Vinales słyną z mnóstwa jaskiń. Należą one do głównych atrakcji turystycznych. Poszłam 5 km do Jaskini Indianina (La Vueva del Indio). W drodze powrotnej wstąpiłam na plantację tytoniu – Finca Agroecologica. Pan zaprowadził nas do budynku, gdzie dobrą angielszczyzną objaśniał wszystko od początku, od liści, poprzez suszenie i fermentację – jak się wytwarza cygara. Sztuka uprawy tytoniu na Kubie jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. A każdy miłośnik cygar wie, że najlepsze na świecie cygara produkuje się  na Kubie. Ponadto cygara są robione ręcznie i nie zawierają żadnych chemicznych dodatków – jest to wyłącznie zwinięty liść tytoniu składający się z trzech elementów: wkładki-wsadu, zawijacza i osłony, są to wszystko liście tytoniu, ale o innych właściwościach. Gatunków cygar jest mnóstwo i potrafią kosztować bardzo dużo.

Ostatnim celem mojej podróży było Remedios. Powód: parrandas, czyli szaleństwo do sześcianu!

Odwiedzajcie Kubę, póki czas, a ten działa na niekorzyść, przyjeżdżają Amerykanie, a Kuba traci swój smaczek….A jest co zwiedzać, słuchać, podziwiać!

W następnym odcinku na Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra opowiem  o imprezach w tym czasie odbywających się na Kubie, w tym parrandas w Remnedios. A to istne szaleństwo!

Wiecej na www.podrozemojapasja.com

Fot. autorki

Wyszukiwarka

Spis artykułów

Tutaj znajdziesz wszystkie artykuły z podziałem na kategorieSpis Artykułów

Nasi przyjaciele

Tutaj znajdziesz listę przyjaciół portaluNasi Przyjaciele

Nasi autorzy

Tutaj znajdziesz informacje o naszych autorachNasi Autorzy

ZATRZYMAJ SIĘ

AJAHN BRAHM - CZTERY SPOSOBY NA TO, JAK ODPUŚCIĆ ...

Zatrzymaj się

Trochę lingwistyki

Informacja o portalu

Redakcja informuje, że wszelkie prezentowane w artykułach poglądy należy postrzegać jako osobisty punkt widzenia autora danego artykułu, a nie linię programową portalu. Zapraszamy do współpracy osoby z różnych tradycji, o różnym punkcie widzenia.  O NAS