www.drogidozdrowia.pl

ETIOPIA, WCZEŚNIEJ ZWANA ABISYNIĄ TO NIESPODZIANKA W AFRYCE

GRAŻYNA TRAUTSOLT

Teraz reportaże z tego kraju są wszędzie, a wyjazd do Etiopii jest w żelaznym repertuarze wielu biur turystycznych. Plemiona wyciągają ręce do turystów po pieniądze. Szkoda, że to niesamowicie ciekawe państwo tak się ucywilizowało.  Byłam tam sama prawie 15 lat temu i poznałam ten kraj, bardziej „prawdziwy”  i wyjątkowy pod względem tradycji. Już tłumaczę.

Mieszkańcy używają kalendarza juliańskiego, czyli jest siedem lat wcześniej, po prostu w Etiopii jesteśmy młodsi. Hurra! Na tym nie koniec: rok ma 13 miesięcy, a Nowy Rok obchodzą 11 września.

Zegarki o szóstej rano wskazują godzinę zero i jest to początek dnia, a więc o siódmej jest pierwsza, a o naszej pierwszej po południu jest godzina siódma. Nie wiedząc o tym, można nielicho spóźnić się na spotkanie.

I już jest ciekawie!

Mieszkańcy Etiopii są bardzo natrętni, turysta ciągle słyszy ferendzi (obcy) lub „you”, za mną też wołano „hej, mister”, nie wiem, czy dlatego, że nosiłam spodnie, czy po prostu tylko takie słowo znali. Trzeba się uodpornić. Etiopczycy zamiast nazwiska używają imienia swego ojca, czyli podobnie jak Grażyna Stanisławowna, czyli córka Stanisława. Mają też przezwiska, jak np. Koko, bo jak mama go rodziła to piały koguty lub Jimmy, bo przyszedł na świat, jak prezydent Carter wysłał do Etiopii pomoc medyczno-żywnościową.

Do zwyczajów etiopskich należy żucie czatu, liści o działaniu (lekkim?) narkotycznym, co wielokrotnie ma swoje konsekwencje. Ale, uwaga, przede wszystkim, Etiopia słynie ze znakomitej kawy zwanej buna. Parzenie jej należy do rytuału, starego tak, jak stara jest uprawa kawy. W każdym domu i tukuli (chacie) można być świadkiem ceremonii przygotowywania tego napoju. Najpierw zielone ziarna się płucze, potem praży na ogniu, tłucze w moździerzu, tradycyjnie mieli za pomocą kamienia i gotuje się, aby spokojnie przelewając z czajniczka podgrzewanego na drzewie węglowym wlać do miniaturowych filiżaneczek. Trwa to dość długo, ale efekt jest wyjątkowo smaczny. Istnieje obowiązek wypicia trzech filiżanek, nie wiem dlaczego. O odkryciu kawy mówi legenda podobna do polskiej historii „jak to ze lnem było”: o trzech (może stąd te trzy filiżanki) pustelnikach, którzy z czerwonych małych owoców zrobili sok, znany potem jako kawa.

Dla panów jest olbrzymi wybór lokalnego piwa, nie do pogardzenia w gorącym klimacie, jako doskonały dodatek do indżery. A indżera to podstawa jedzenia – placek przypominający z wyglądu brunatno-szarą szmatę i lekko kwaśny, zrobiony ze zboża zwanego teff; może być podawana z różnymi dodatkami: jajkiem, mięsem, rybą, warzywami. Lepiej smakuje niż wygląda. Indżerę je się przy użyciu palców prawej ręki, nawet w najmniejszym lokalnym bistro jest woda do umycia rąk (ręki), albo przynoszą miskę do stołu, albo kapie z kraniku – rurki na zewnątrz. Chyba jestem wyjątkiem, bo mnie indżera bardzo smakowała.

Transport samolotowy jest najszybszy, ale tam gdzie można lub zachodzi konieczność z powodu braku lotniska, jeździ się publicznymi środkami transportu – pojazdami, które ZAWSZE się psuły. Obowiązkowo należy, chociaż raz,  przejechać się publicznym środkiem transportu, traktując to jako element zwiedzania Etiopii.  

Addis Abeba - stolica kraju, czyli po polsku Nowy Kwiat. Miasto kontrastów: od nędzy i brudu po luksusowe hotele – Hilton czy Sheraton. Jest też Pałac Prezydencki i Pałac Jubileuszowy, w którym kiedyś było prywatne ZOO, a bramy strzegły dwa gepardy, teraz jest tam tylko policja. Najważniejsze to zwiedzić wspaniałe, spore muzeum etnograficzne. Jest tam cały przegląd Etiopii  mnóstwo wiadomości o historii i  tradycjach. Wizyta obowiązkowa. Warto zajrzeć do katedry Trójcy Świętej, gdzie znajdują się nie tylko grobowce Hajle Sellasjego (postać ściśle związana z Etiopią) i jego żony, lecz także pamiątkowe trony, w których siedzieli uczestnicząc w nabożeństwach.

Etiopia północna to historyczne miejsca, nazwijmy „cywilizowane” i bardziej turystyczne.

Po pierwsze Aksum, miasto – legenda, starożytne i potężne państwo założone w I wieku po Chrystusie. Największą ciekawostką Aksum są słynne stelle (obeliski nagrobkowe władców), najbardziej okazała z nich to Stella Króla Ezana, najwyższa stojąca, sprzed 1700 lat, o wysokości 24 m i wadze 200 ton, najwyższy obelisk wzniesiony przez człowieka i to kiedy, w jaki techniczny sposób?! Największą jednak tajemnicą Aksum są kamienne tablice mojżeszowe przechowywane w Arce Przymierza i ukryte w miejscu zwanym „Święte Świętych”, niedostępnym dla nikogo oprócz strzegącego ją strażnika. Jak mówi legenda, trafiły z Jerozolimy do Aksum wraz z pierwszym królem państwa Aksum Menelikiem I – synem Salomona i Saby, królowej Aksum, która odwiedziła króla Palestyny i wówczas doszło do poczęcia pierwszego z rodu Menelików, jest o tym legenda, ale sami już ją poczytajcie.

Do często odwiedzanych miast na północy należy Gonder, to dla mnie najmniej ciekawe miejsce. Zwiedza się tu unikalne w Afryce warowne zamki i łaźnie oraz, rzeczywiście śliczny, kościół pod wezwaniem św. Trójcy z malowidłami czarnolicych cherubinów.

Odpocząć można nad jeziorem Tana w Bahir Dar: popływać na łódce, odwiedzając klasztory na wyspie i półwyspie Zana, zjeść świeżą rybę z indżerą i pojechać do wodospadów – źródeł Błękitnego Nilu w wiosce Tys Yssat. 6 km od Bahir Dar jest dom letniskowy cesarza Hajle Sellasje. Cesarz chciał z Bahir Dar zrobić stolicę kraju.

Lalibela to intrygujące miejsce, wysokogórskie, bo położone na wysokości około 2800 m, miasteczko z wykutymi w skałach dwunastoma podziemnymi kościołami, które opisał w swej książce „Heban” Ryszard Kapuściński.  Atmosfera Lalibeli jest niezwykła: kapłani śpiewają przy świecach, pustelnicy w pieczarach szepczą słowa modlitwy w starosemickim języku zwanym gyyz. Ciarki przechodzą. Obrządek kościoła etiopskiego pozostał niezmieniony od dwóch tysięcy lat. Miasteczko Lalibela nazywane jest skalną Jerozolimą, stworzoną na polecenie Boga przez króla o tym właśnie imieniu – Lalibela.  

Każdy kościół, oprócz kopii Arki, ma swój specyficzny krzyż. Etiopia słynie z krzyży nigdzie na świecie w takich formach niespotykanych. Kapłani błogosławią ludzi pocierając krzyżem czoło, piersi czy plecy.

Harar: miasto islamu i hien. Mało kto odwiedza miasto Harar położone dalej na wschodzie kraju. Jest to otoczone murami  miasto meczetów, kolorowego bazaru, składające się z labiryntu uliczek charakterystycznych dla miast arabskich. Tam ludzie zawarli układ z hienami. Po zapadnięciu zmroku turyści (jeśli tam dotrą) mogą uczestniczyć w karmieniu stada hien. Żeby dodać dreszczyku emocji, polegać to może na tym, że trzyma się u ustach patyk z nabitym skrawkiem surowego mięsa – tak, aby stanąć oko w oko z podbiegającą do patyka hieną. Każde zwierzę miało imię (niby były dzikie, ale jednak oswojone) i miały swego opiekuna.   W ciemności świeciły się oczy zwierząt i Etiopczyków…

Koło Hararu w 1974 r. znaleziono szczątki najstarszego (3,2 milionów lat) człowieka, czule nazwanego Lucy, może o niej śpiewali kiedyś The Beatles – „Lucy In the Sky...”. Teraz Lucy można oglądać w muzeum w Addis Abebie, ale według mnie, można to sobie darować.

PLEMIONA DOLINY OMO, czyli POŁUDNIE KRAJU. W Jinka – sercu Południa – lotnisko porosło trawą i pasły się na nim krowy. Aby dojechać ze stolicy na Południe, trzeba jechać autobusem najpierw do Arba Minch. To też dobre miejsce wypadowe do plemion np. Dorza czy Konso. Wspaniały był bazar w Chenzo i wielka pijalnia miodowego trunku, zwanego „tadź” (warto spróbować, i nie chodzi tylko o smak, ale okoliczności, gdzie i jak się pije…). Mogłam popływać na jeziorze Chamo, podglądać przyrodę tylko, ostrzeżono mnie przed beztroskim wkładaniem ręki do wody jeziora z łódki, bo krokodyle mogą… być głodne. Olbrzymy leniwie wygrzewały się na brzegu.

Południe Etiopii jest zupełnie inne niż Północ. Zamieszkiwane przez dwanaście (niektórzy mówią o czternastu) plemion, niektórzy z nich żyją, jak przed tysiącem lat. Niestety, turyści i tu docierają. W 2003 roku było troszkę mniej cepeliowsko. Zobaczyłam ludzi nie z perspektywy wynajętego w stolicy samochodu turystycznego, ale w bezpośrednim kontakcie. Nikt nie wyciągał do mnie ręki po pieniądze za zrobienie zdjęcia. Tak było. W zależności od przynależności plemiennej ludzie byli ubrani (czy to można nazwać ubraniem?) w różne szmatki czy skóry (strój Hamerów), posiadali inne ozdoby, czasem piórko, czasem muszelki lub koraliki (ach, te koraliki, koniecznie trzeba je kupić!) i malowidła lub rytualne nacięcia na skórze. Głowy niektórych panów (tych zwanych Karo) były ogolone i pozostawiono na nich czubek z włosów, aby „Bóg miał za co chwycić”. Panie z rodziny Hamerów miały fryzury z nałożoną na włosy czerwoną glinką, trochę podobne do tych, które potem oglądałam w Namibii u Himba.

Wśród plemion wyróżniają się Mursi, mieszkają w rezerwacie – skansenie, Parku Narodowym Mago i nie są sympatyczni. Uwaga, okradają! Poza tym, wiedząc, że są atrakcyjni dla turystów, zawsze żądają pieniędzy za pozowanie do zdjęcia. Ale ponieważ nie byli bystrzy, można było ich oszukać, udając, że robi się zdjęcie jakiegoś widoczku, i nie płacić, chociaż oprócz widoczku w kadrze byli i ludzie. Atrakcją kobiet Mursi są talerze, które noszą w ustach, czasem i uszach. Nacinają wargi, rozciągają je niemiłosiernie, wybijają sobie zęby dolne, aby umocować gliniany talerz, niekiedy średnicy i 15 cm. Oczywiście uważają, że w ten sposób stają się piękniejsze.

To tak w skrócie, namawiam  do odwiedzenia Etiopii, innej niż reszta Afryki, każdy znajdzie tam dla siebie coś atrakcyjnego. Więcej szczegółów i przygód na stronie www.podrozemojapasja.com. Zapraszam!

Fot. autorki

Wyszukiwarka

Spis artykułów

Tutaj znajdziesz wszystkie artykuły z podziałem na kategorieSpis Artykułów

Nasi przyjaciele

Tutaj znajdziesz listę przyjaciół portaluNasi Przyjaciele

Nasi autorzy

Tutaj znajdziesz informacje o naszych autorachNasi Autorzy

ZATRZYMAJ SIĘ

AJAHN BRAHM - CZTERY SPOSOBY NA TO, JAK ODPUŚCIĆ ...

Zatrzymaj się

Trochę lingwistyki

Informacja o portalu

Redakcja informuje, że wszelkie prezentowane w artykułach poglądy należy postrzegać jako osobisty punkt widzenia autora danego artykułu, a nie linię programową portalu. Zapraszamy do współpracy osoby z różnych tradycji, o różnym punkcie widzenia.  O NAS